Przedziwny rok – podsumowanie 2020

Nieubłaganie zbliża się koniec przedziwnego i totalnie nieprzewidywalnego 2020 roku, który mimo wszystko – zgodnie z tradycją – należy i trzeba podsumować.

Pandemia

Ten rok namieszał nam mocno w każdej strefie życia. Wiosenny lockdown, Wielkanoc w trójkę, duże zakupy raz w tygodniu, urlop przed sezonem letnim to niektóre następstw pandemii. Ograniczenie kontaktów społecznych z rodziną i ze znajomymi, jakiekolwiek aktywności fizyczno-gospodarczej, to kolejne.

O pierwszych tygodniach z COVID pisałem już w marcu, wtedy wszystko widziałem w czarnych barwach i miałem ogromne obawy o nasze życie w nachodzących dniach. Nauczyliśmy się żyć z pandemią, zmieniliśmy nawyki, ograniczając do zbędnego minimum kontakty z jak największą liczbą ludzi.

Dlatego nasz urlop wakacyjny zorganizowaliśmy jeszcze przed sezonem, zachowując dotychczasowy reżim sanitarny. Moje plany rowerowe również uległy znacznym zmianom, stawiając na jedną kartę, zwaną kolarskim romantyzmem.

Po prostu strach.

Finalnie, wszyscy trzymamy się razem, bez większego uszczerbku na zdrowiu, co uważam za największy sukces. Niemniej, po statystykach zachorowań (de facto zmonopolizowane przez nasze państwo), stwierdzam, że to kwestia czasu. Tak, bo znaczna część dalszej rodziny zachorowała, ale na szczęście bez poważnych – póki co – konsekwencji.

Rodzinnie

Ten rok upłynął pod hasłem Własny Dom, obok pandemii.

Nasze wspólne życie podporządkowaliśmy kwestiom związanym z zakończeniem budowy domu, wykończeniem go i przeprowadzce. Inne rzeczy, jak wycieczki krajoznawcze, urlopy, zeszły na dalszy plan – nomen omen dzięki pandemii.

Własny Dom

Dzisiejszy post pisze z biura, mieszczącego się w moim nowym domu, oddanego do użytku jesienią.

Wybuch pandemii nie sprawił nam większych problemów. Były obawy z dostępem do podwykonawców i potrzebnych towarów z uwagi na dość radykalne obostrzenia, nałożone przez rząd.

Na szczęście nie było tak źle.

W obu kwestiach trzeba było liczyć się z opóźnionym terminem realizacji (szczególnie przy zamówieniach na meble kuchenne, wyposażanie pokojów czy biura). Podobnie było z urzędowymi sprawami, które delikatnie przeciągnęły się z powodu ograniczenia dostępu dla petentów.

Tak, jak bardzo obawiałem się problemów w związku z panującą pandemią, to bylem zdeterminowany, aby doprowadzić ten życiowy projekt do celu. Udało się, głównie dzięki mojej narzeczonej, która wzięła większość spraw na siebie – ja zaś mogłem skupić się na swojej firmie, klientach i rozwoju osobistym.

Wybuch pandemii, wielkanocny lockdown i spędzone święta w małym mieszkaniu uzmysłowił nam, jak bardzo pragniemy nieco większej przestrzeni, własnego podwórka, na którym swobodnie można by było „odpoczywać”, trenować czy po prostu spacerować bez maski na twarzy. Dlatego cholernie cieszę się z własnej fortecy, w której będę mógł realizować kolejne cele i marzenia.

A zapewniam Was, pracy to mam na co najmniej kilka lat ;-).

Siostra

O mojej siostrze pisałem w zeszłorocznym podsumowaniu. Tak, ta nierówna walka ze złośliwym nowotworem wciąż trwa. Były chwile zwątpienia, straconej nadziei i obaw o kolejny dzień. Doskonale znałem te uczucia, ale pozostało czekać na efekty kolejnych metod leczenia – było co najmniej kilka.

Opłacało się.

Ostatnie wyniki napawają optymizmem, a do pełnej remisji już blisko, to jednak odbywa się to kosztem wyniszczenia organizmu, który będzie wymagał długiej rehabilitacji i rekonwalescencji.

Dlatego, wciąż trzymajmy za Nią kciuki.

Własna firma

Pierwszy rok działalności mojej małej firmy upłynął bardzo szybko. To była ogromna dawka wiedzy o przedsiębiorczości, zarządzaniu w polskich warunkach i na razie, bez negatywnych przygód z polskimi urzędami.

Wiem, miałem podzielić się z Wami spostrzeżeniami i doświadczeniami, ale wciąż nie jestem gotowy na to. Mam pewne obawy co do bycia totalnie transparentnym w polskich warunkach – nie potrafię tego czynić jak Mirek Burnejko czy Maciej Aniserowicz.

Tak, śledzę ich poczynania, które inspirują. Podobnie jak Marka Jankowskiego z Małej Wielkiej Firmy, Dominika Juszczyka z Pasją o mocnych stronach czy  Marcina Iwucia z Finansów bardzo osobistych. Oczywiście, to nie wszyscy. Źródeł inspiracji jest znacznie więcej, z kilkoma z nich prowadzę wymianę zdań via Instagram czy mail.

Blog

Rok 2020 przyniósł znaczną regresję w rozwoju mojego bloga. I jak co roku się powtarzam, publikację materiałów raz na jakiś czas uważam za spory sukces. Znacznie więcej czasu spędzałem na Instagramie, prowadząc projekt #bobiko365, który z sukcesem zakończyłem, oraz spontaniczne instastory.

Odświeżyłem kanał na YT, wychodząc ze strefy komfortu, przełamując kompleksy związane z moją mową czy niedosłuchem. Nie jestem w pełni zadowolony z tej przemiany, ale to będzie jeden z wielu celów na rok 2021, o ile na to pozwoli czas.

A skoro mowa o wyjściu ze strefy komfortu, to w grudniu byłem jednym z pięciu gości urodzinowego odcinka podcastu Długi Dystans Rowerem Sebastiana Gruszki. Opowiadam w nim o moim niedosłuchu w kontekście rowerowym, jak z tym żyć i zwiedzać świat na rowerze. Miałem ogromne obawy o efekt wywiadu ze mną, co zaznaczyłem Sebastianowi, ale finalnie wyszło całkiem dobrze.

Instagram

W planach mam podsumowanie mojego instagramowego roku, więc tutaj ograniczę się do najlepszej 9-tki.

Rowerowo

Jak już wspomniałem, ten rok spisałem na straty. Ograniczenie aktywności – szczególnie wiosną – miało odbicie w tegorocznych statystykach. Z drugiej strony, było miejsce na eksperyment z wirtualnymi wyścigami, który z mieszanymi uczuciami kontynuuję do dziś. Tym razem, zamiast piwnicy i problemów z internetem, mam komfortowe biuro z dużym monitorem, pod który podłączam smartfon. Udało się zmienić szosówkę na nowszy model – RC520. O tym ostatnio pisałem, żeby nie powtarzać się, to zapraszam właśnie tam.

Jeśli chodzi o ultrawyprawy, to w tym roku zaliczyłem aż jedną: tradycyjnie do Gdańska na koniec wakacji. Ostatnie 20 km pokonałem w towarzystwie ww. Sebastiana, który oprowadzał mnie po mniej znanych zakątkach Gdańska i Sopotu. Wspomnę, że w sierpniu miałem okazję go poznać w trakcie 10-dniowej wyprawie po Polsce.

Ten rok był kluczowy dla rowerowego świata. Z jednej strony wybuch pandemii i ograniczenie w funkcjonowaniu publicznego zbiorkomu sprawił, że rowery przeżywały kolejny złoty renesans. Z drugiej, ta wielka popularność ma drugie dno w postaci liczby wypadków z udziałem rowerzystów – szczególnie zatrważające są liczby śmiertelnych ofiar. O tym pisałem w lipcowym wpisie.

Nie mogło zabraknąć przyczepkowych mikro przygód, które w większość odbywały się w okolicy Gniezna – jedyny wyjątek to czerwcowy urlop nad polskim morzem.

W tym roku licznik stanął tuż przed granicą 8000 km, w większości pokonanej na szosówce (starej i nowej). W statystyce zostały ujęte też wirtualne treningi, ale stanowią suplement do mojego rowerowego świata.

Zamiast podsumowania Stravy – Veloviewer

Podsumowanie

Dziwny, pandemiczny rok. To tak w telegraficznym skrócie można podsumować to, co się wydarzyło w tych 366 dniach. Pewne sprawy wciąż czekają na ostateczne rozwiązanie, celowo o nich nie wspomniałem, ale liczę, że z czasem przyjdą rozwiązania.

Najważniejsze, że dotrwaliśmy w dobrym zdrowiu, pomimo strachu przed koronawirusem. I z taką nadzieją wchodzę w kolejny rok – 2021.

Na zakończenie, dziękuję za każdy komentarz, feedback i lajk, który zostawiliście na blogu, vlogu, Instagramie czy na Stravie.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Piotr Saweczko
20 dni temu

Wszystkiego dobrego na Nowy Rok!

2
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x
%d bloggers like this: