Gdzieś na przełomie maja i czerwca tego roku odkryłem, że moja GoPro 10 odmówiła posłuszeństwa. Początkowo myślałem, że winne są akumulatory — krążą opinie, że baterie leżące bez ładowania przez kilka miesięcy po prostu umierają. Naładowałem wszystkie po kolei, oryginalne i zamienniki z Chin, ale kamerka nadal nie reagowała.
Diagnoza: BMS pożegnał się z życiem
Zacząłem robić eksperymenty. Kamerka podłączona kablem USB bez akumulatora działała, ale krótko. Z akumulatorem i kablem razem włączała się, wyświetlała komunikat „no battery” i nagrywała. Co ciekawe, po odłączeniu zasilania sieciowego działała normalnie, tak długo jak pozwalała bateria.

To dość charakterystyczny objaw uszkodzenia BMS (Battery Management System) — układu odpowiadającego za stabilizację napięcia. Jak się okazuje, to klasyczny problem GoPro od wersji 9 wzwyż, szczególnie dotkniętych jest 9, 10 i 11. Reddit i FB potwierdziły przypuszczenia.
Kontakt z supportem
Po przejrzeniu różnych źródeł — Reddit, fora, grupę GoPro Polska na Facebooku, której jestem moderatorem — doszedłem do wniosku, że warto zgłosić sprawę do GoPro. Kamerka miała w chwili zgłoszenia ponad 4 lata, żadnej gwarancji nie było. Materialna wartość GoPro 10 na rynku wtórnym to może 500–600 zł, więc ryzyko małe.
Najpierw wykupiłem subskrypcję GoPro — akurat trafiłem na promocję 50%, wyszło nieco ponad 120 zł. Napisałem do Help Desku, podałem numer seryjny i opis problemu. Odpowiedź przyszła zaskakująco szybko: GoPro potwierdziło możliwość odpłatnej wymiany. Opłata manipulacyjna: ok. 100 € + 23% VAT, czyli ok. 540 zł. GoPro wystawia etykietę UPS i pokrywa koszty wysyłki.
Przesyłka i płatności
Wysyłamy tylko body, bez akumulatora, akcesoriów i nakładki na obiektyw. Wystarczy, żeby widoczny był numer seryjny.
Zapakowałem kamerkę i dostarczyłem do punktu UPS, podpiąłem kartę.
GoPro pobrało opłatę jeszcze zanim kamerka dotarła do magazynu w Holandii. Problem w tym, że mam na karcie limit per sprzedawca, który tym razem ochronił mnie… przed ponowną płatnością. Blokada nastąpiła dwukrotnie. GoPro odpisało z prośbą o ponowną weryfikację, bank powiedział, że środki zablokowane na dwa tygodnie. Byłem akurat na urlopie, trochę to przeciągnąłem — ale po powrocie płatność ostatecznie przeszła.
Uszkodzony obiektyw w pierwszej sztuce
W ciągu trzech dni od wysyłki UPS przyniósł paczkę. Rozpakowałem z radością i od razu zobaczyłem problem: uszkodzony obiektyw. Na nagraniach widoczna mgiełka centralnie. Kamerka nie wymagała żadnej aktualizacji, co sugeruje, że to egzemplarz z odzysku.


Poszło drugie zgłoszenie. Prawie tydzień oczekiwania na odpowiedź, potem ta sama procedura: odesłanie body, przejście przez magazyn. Tym razem w ramach reklamacji GoPro 13 wymieniono na nowy egzemplarz. Nowa sztuka wymagała aktualizacji firmware — prawie półtorej godziny ściągania, ale poszło.
Podsumowanie
Za niespełna 700 zł (subskrypcja + opłata manipulacyjna) dostałem nową GoPro 13 z dwuletnią gwarancją. Czy kupiłbym GoPro ponownie? Szczerze — nie jestem pewien. Marka zawiodła mnie jako producent sprzętu, który padł po 4 latach mimo stosunkowo rzadkiego użytkowania. Konkurencja depcze po piętach, zwłaszcza Insta360. Sam support działa poprawnie (jeszcze ludzki, nie AI), ale system zgłoszeń to paranoja: każda odpowiedź to inna osoba, ten sam numer ticketu, ale żadnego śladu po poprzedniej rozmowie.