Skip to content

Z perspektywy ojca - rowerzysty

Posted on: 5 czerwca 2026  at  16:40
Reading Time: 2 min czytania

Codziennie rano odprowadzam mojego syna do szkoły, a po południu go odbieram. On pokonuje tę trasę na rowerze, a ja, towarzysząc mu, mam doskonałą okazję, by obserwować to, co dzieje się na naszych ulicach z perspektywy rodzica i niechronionego uczestnika ruchu.

Niestety, moje wnioski są bardzo przygnębiające. Mimo że przepisy zmieniają się na korzyść pieszych i rowerzystów, mam wrażenie, że sytuacja wcale się nie poprawia, a wielu kierowców zachowuje się za kółkiem jak zombie. Są to spostrzeżenia zaledwie z kilku dni, które dobitnie pokazują, dlaczego zasada ograniczonego zaufania to często jedyna tarcza obronna przed tragedią.

O krok od potrącenia na pasach

Zbliżając się do przejścia dla pieszych, zgodnie ze swoją żelazną zasadą, zszedłem z roweru, aby bezpiecznie go przeprowadzić - szczególnie, ze w tym konkretnym miejscu jest zawsze spory ruch. W tym samym momencie z lewej strony z dużą prędkością nadjechało auto. Kierująca nim kobieta ani myślała się zatrzymać, a hamowanie rozpoczęła zaledwie 50 metrów przed przejściem. Tylko mój instynkt i odruchowe cofnięcie się sprawiły, że nie straciłem roweru, a może i nie wylądowałem w szpitalu – auto zdołało wyhamować dopiero po drugiej stronie pasów.

Zawsze uczę syna, by nigdy nie wchodził na drogę „na pałę”. Dopiero gdy bezpiecznie dotarłem na drugą stronę i opadła mi adrenalina, poczułem fizyczny ból – mocne kołatanie serca na samą myśl o tym, co by się stało, gdyby na moim miejscu był mój syn. Czy on również zdążyłby instynktownie uskoczyć? Niewyobrażalny scenariusz.

Telefon w dłoni

Innym razem, przy kolejnym przejściu dla pieszych, pojazdy z lewej strony poprawnie się zatrzymały. Z prawej zbliżał się dostawczak.

Nigdy nie wchodzimy na jezdnię, dopóki nie upewnimy się, że wszystkie auta stoją. I całe szczęście! Kierowca busa nie dość, że się nie zatrzymał, to jeszcze bezczelnie trzymał w ręku telefon, całkowicie ignorując otoczenie i trąbiących na niego ludzi.

Wyprzedzanie na przejściu

Kolejna sytuacja przerosła mnie samego. Mój syn, prowadząc rower, znajdował się już na przejściu dla pieszych, a ja zatrzymałem się tuż przed pasami (tak jechałem obok niego - wąski chodnik). Kobieta jadąca za mną postanowiła mnie w tym momencie wyprzedzić z lewej strony – centralnie na przejściu dla pieszych!. Kiedy po tej skrajnie niebezpiecznej sytuacji zwróciłem jej uwagę, zaczęła z oburzeniem gestykulować, dając mi do zrozumienia, że to ja rzekomo jestem debilem, który staje przed pasami.

Brak odpowiedzialności

Doskonale wiem, że piesi i rowerzyści również nie są święci i popełniają błędy. Jednak to na kierowcach pojazdów mechanicznych spoczywa największa presja i gigantyczna odpowiedzialność za ludzkie życie. Prowadząc auto, trzymamy w rękach potencjalną broń. Nie wyprzedzajmy na przejściach, zachowujmy szczególną ostrożność i – na litość – patrzmy na drogę, a nie w ekrany smartfonów!


Zaktualizowano 5 czerwca 2026 o godzinie 16:41

Możesz napisać do mnie e-mail lub wyszukać mnie na Mastodonie.

Poprzedni
Rowerowa stolica Polski 2026