Skip to content

Kubuntu #1

Posted on:27 kwietnia 2008 at 02:10
Reading TIme:2 min czytania

W końcu podjąłem decyzję i zainstalowałem kubuntu na drugim dysku dzięki pomocy bliposfery, a przede wszystkim ^harnir’a i ^pecet’a. Faktycznie instalacja przebiega prosto i bez bólu, a przytym bardzo szybko – wcześniej przy pomocy partition magic przygotowałem odpowiednio miejsca pod swap i partycje linuksowe.

Nie wiem dlaczego, ale linuks zawsze kojarzył mi się z problemami przy konfiguracji (profilowanie) systemu pod siebie, które są większe niż przy windowsie. Być może wynika to z braku doświadczenia i tez z dostępności różnorodnych narzędzi dla tego drugie.

Dlaczego trudne? Przykładowo brak informacji o nieznanym urządzeniu – mowa oczywiście o modemie iplus’a Comander2. Wedle opisów, znalezionych na forach, głównie bez kabli i ubuntu, kubuntu wykrył niby na tt0, ale stworząc odpowiedni skrypt, połączenia nie nawiązano. Sięgnąłem wówczas do globalumts (btw. świetny dodatek) i tam w końcu zorientowałem, że linuks nie komunikuje sie z tym modemem, wtedy znów powróciłem do szperania i znalazłem informacje, że potrzeba jeszcze doinstalowywać odpowiednie sterowniki, nawet te windows’owskie. Tak można, pod warunkiem, że się ma ndiswrapper’a i odpowiednio juz zaprogramowanego. Niestety to tylko złudzenie, bo na samym początku kompilacji ndiswrapper bluzgał z error’ami, co w efekcie powróciłem do punktu wyjścia – można oczywiście pobrać przy pomocy manager’a apt’a, ale i te rozwiązanie na stan obecny jest wrecz niemożliwe. Co mi pozostaje? Skorzystać jednak z łączy przyjaciela, ale to najwczesniej za tydzien.

Kolejnym problemem, z którym na samym początku sie zetknałem, to problemy z grafiką, a dokładnie dopasowywanie rozdzielczości do ekranu a także odświezanie. Co prawda, kubuntu wykryło moją kartę graficzną, jaką jest ATI radeon, ale nie pozwalało mi na dalsze, zaawansowane (bez uzycia konsoli) edycje ustawienia.

Reansumując, pierwszy dzień z linuksem jako tako upłynął pod znakiem porażki. Brak zgodności sprzetowej a także utrudnianie w dojścio do źródła problemu w linuksie niestety wpływa niegatywnie na moją opinię, ale z drugiej strony ono mobilizuje mnie do dalszego działania, kombinowania mimo ograniczenia, jakim niewątpliwie jest komórkowy Internet wbrew woli.

p.s.: jeśli macie jakieś propozycje rozwiązań do powyższych sytuacji, prosiłbym o komentarze – zresztą wszystkie komentarze są mile widziane.



Możesz napisać do mnie e-mail, wiadomość na Telegramie lub wyszukać mnie na Mastodonie.
Loading...