Skip to content

Quo Vadis Tybet?

Posted on:20 marca 2008 at 13:11
Reading TIme:4 min czytania

Quo Vadis… Wielu z Was kojarzy te słowa z szkół średnich, ale nie o tym dziś będzie mowa. Chciałbym w dzisiejszej notce przedstawić moje spostrzeżenia odnośnie Tybetu i zamieszania wokół tego autonomicznego państwa, który swoim losem przypomina po części nasz kraj.

pytanie, dlaczego teraz podniosło się wielkie halo, dlaczego teraz przypominano o Tybetańczykach? Muszę przyznać, że tak naprawdę teraz poważnie myślę o sytuacji, choć nieraz rozmawiałem z paroma osobami o tym, zwłaszcza po filmie 7 lat w Tybecie. Wyszedłem z założenia, że skoro Chiny otrzymały prawa do organizacji Olimpiady, to muszą się dostosować do norm światowych w dziedzinie praw człowieka. Jak jest teraz, jak było na przestrzeni ostatnich dwóch lat, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Cenzura, krwawe tłumienia, głód, a przede wszystkim wciąż trwająca kłamliwa propaganda sukcesu ludowego państwa. Nie sposób zlekceważyć tak potężną gospodarkę Chin, zwłaszcza że na miejscu otwierane są kolejne zagraniczne placówki wielkich firm. Świat biznesu rządzi własnymi prawami, nie zwazając na jednostkę, byle byli efektywni i tani.

Co możemy My zrobić? Co Ja mogę zrobić? Co Ty możesz zrobić? Niestety sami nie damy radę.Słyszę od czasu do czasu nawoływanie do bojkotu chińskich produktów. Słuszna idea, lecz wręcz niemożliwa do realizacji, gdyż cokolwiek dotkniesz, to uwierz mi, to produkt chiński. Laptopy, PC, telefony, pendrive’s. Życze tym ludziom naprawdę wielu pozytywnych wrażeń. Natomiast można by w inny sposób działać, chociazby przez happeningi, uświadamianie ludziom o co tak naprawdę chodzi z Tybetem, w ten sposób można wiele osiągnąć.

Sportowcy?Tak, to oni będą najliczniejszą reprezentacją na Olimpiadzie, którzy mogą swoją podstawą czynić wiele dobrego. Zastanawiano, czy warto wziąć udział w tak ważnej dla sportu w imprezie, ale nie ma to najmniejszego sensu bo nie można mieszać sportu z polityką. Już sam Dalajlama XIV wyraźnie zaznaczył, że nie można zbagatelizować wielkiej imprezy i że można w inny sposób zamanifestować. Tak, jak najbardziej można, tylko trzeba spojrzeć na to oczami sportowca, dla którego Olimpiada jest rzeczą świętą, najwyższym celem w swojej sportowej karierze. Trzeba zrozumieć jedno, nie jest łatwo zrezygnować ze swoich marzeń, które są niemal w zasięgu ręki i trzeba też liczyć się z faktem, że jeśli podejmie się manifestacji podczas Olimpiady, należy spodziewać się konsekwencji swoich czynów. Są dwie strony medalu – manifestując sportowiec może zyskać coś więcej jak sławę i medal – zyska miano bohatera i zapisze się na karcie Historii, ale też może stracić medal, popadnie w niełaskę polityków i sponsorów i zniweczyć własną karierę. Zapewnie ktoś mi powie, że nie wierzę w ludzi. Wybacz, ale większość z nas jest nastawiona na materializm, pieniądze, dawno przestała myśleć o rzeczach duchowych – nie mów Mi, że to nieprawda, oszukujesz sam siebie. Nie jesteśmy idealnymi, ani też nie dążymy do ideału, po prostu jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. I wcale się nie dziwiłbym się, gdyby sportowcy mimo deklaracji, nie zaprotestowali przeciw chińskiej polityce.

Dziennikarze? To najmocniejsza broń, jaka może świat wystawić na Olimpiadzie.Tak to oni mogą najwięcej szumu zrobić, odkryć wiele nieznanych do dziś faktów, szokujących nas. Mam nadzieję, że swoją powinność wobec nas, uczynią niemal perfekcyjnie. Natomiast martwi mnie chińska cenzura, chińskie filtry i boty, przeplatające przez światową sieć. Czy czasem nie dojdzie do manipulacji informacjami, czy chińskie władze nie podejmą drastycznych kroków przeciw dziennikarzom i nie będą ich aresztować z byle jakiego powodu. Należy pamiętać, w Chinach istnieje potężna armia speców od każdej dziedziny życia, więc mam pewne mieszane uczucia wobec neutralnego statusu dziennikarza zagranicznego w Państwie Środka.

Politycy? Też mogą wiele dobrego czynić, zwłaszcza wspieranie inicjatyw, happeningów i ruchów na rzecz uwolnienia Tybetu od Chin. A przecież niedawno uwolniliśmy się od jarzma radzieckiego, więc większość powinna być świadoma, że My jako naród musimy spłacić dług wobec świata i przyszła odpowiednia pora. Nie można dopuścić do sytuacji, jaka ma miejsce w Kosowie, gdzie połowa państw nie uznaje decyzji ONZ, lecz powinno dążyć do osiągnięcia kompromisu, solidnego kompromisu, nie takiego jak z przypadku Izraela z Palestyną. A przecież tybetański naród, to tak naprawdę niewinny naród, pielęgnujący piękną tradycję buddyzmu.

Jeśli chcesz wiedzieć co się dzieje w Tybecie zapraszam do Pauli Pati,  zwłaszcza do jej wpisu, stanowiąca inspirację i źródło przemyśleń w dzisiejszej notatce i dlatego pragnę z tego miejsca podziękować Jej za zwrócenie uwagi, informacje i życzę aby nie brakło Jej siły.

Pozdrawiam.

Edit: Od wczoraj w polskiej blogosferze ruszyła akcja na rzecz Tybetu. I w związku z tą akcją przystepuję do niej, co zaaowocowało umieszczeniem logo w prawym górnym krawędzi.



Możesz napisać do mnie e-mail, wiadomość na Telegramie lub wyszukać mnie na Mastodonie.
Loading...