Kiedy jesienią zeszłego roku w Polsce ruszał system kaucyjny na butelki i puszki, byłem – o dziwo – optymistą. Ciekawiło mnie tylko, jak nasze rodzime podwórko poradzi sobie z tym logistycznie. Dziś, gdy w Warcie upłynęło już sporo wody, mój entuzjazm utonął w morzu frustracji.
Maszyna vs. Rzeczywistość
Praktyka szybko zweryfikowała optymistyczne założenia. Automaty do skupu to urządzenia upierdliwe. Zacinają się niemal codziennie, a ich obsługa to regularny test cierpliwości dla personelu sklepu. Widok zirytowanego pracownika, który w akompaniamencie specyficznego aromatu “ostatniego łyka piwa” walczy z workami, stał się elementem krajobrazu.
Szczytem absurdu była ostatnia zima, gdy na jednym z automatów zobaczyłem kartkę: “Nie działa, bo zamarzł”. I tak oto nowoczesna technologia przegrała z polskim klimatem, a ja zostałem z siatką plastikowych, czekając na kierownika sklepu, który łaskawie ręcznie wypisze voucher.
Rowerzysta nie wielbłąd, ale garba od butelek mieć nie chce
Największy problem pojawia się jednak podczas wypadów w teren. Jako rowerzysta zbierający “kwadraty” po Polsce, często ląduję w miejscach, gdzie o Lidlu czy Biedronce można tylko pomarzyć. Królują tam małe sklepy: ABC (te oryginalne i te podróby) czy lokalne “u Pani Krysi”.
Rowerzysta pić musi – to fakt. Ale tu zaczynają się schody:
- Płacisz kaucję wszędzie: Każda puszka coli czy butelka wody jest obciążona dodatkową opłatą.
- Odzyskujesz… nigdzie: Wiele małych sklepów (mimo pobrania kaucji) odmawia przyjęcia opakowań zwrotnych. “Nie skupujemy i co nam Pan zrobi?” – to częsta odpowiedź.
Dylemat na trasie
I tu pojawia się pytanie: co z tym fantem zrobić? Czy jako rowerzysta mam pakować puste, lepiące się puszki, puste butelki do sakwy i wozić je 40 km do najbliższego automatu w mieście? A może zacząć świadomie bojkotować małe sklepy na rzecz gigantów, którzy jako jedyni wywiązują się z obowiązku zwrotu pieniędzy?
Obecny system promuje kuriozalną sytuację: albo tracisz pieniądze, albo zamieniasz swój rower w mobilny punkt skupu złomu /butelek. System, który miał pomagać planecie, na razie najskuteczniej testuje cierpliwość klientów i uderza w najmniejszych przedsiębiorców, którzy nie radzą sobie z logistyką zwrotów.