Do Władysławowa po piasek dla Syna

Całkiem (kolejna) niespodziewana, ale udana ultrawyprawa kolarska w tym roku. Tym razem – zamiast Helu – celem była plaża we Władysławowie w skromnym 3.osobowym składzie.

Spontaniczna decyzja

Podobnie jak z kołobrzeską wyprawą, decyzję o wypadzie podjąłem na 2 doby przed wyjazdem, dając znać Mariuszowi I Damianowi. Prognozy zapowiadały się wyśmienicie, ciepła noc, praktycznie zero opadów, co zwiastowało całkiem udaną wyprawę. Trasa niemal identyczna do Road to Hell, tyle ze wspólny start nastąpił już w Gnieźnie.

A Syn, jak tylko usłyszał, ze jadę nad morze rowerem, to poprosił mnie abym przywiózł słoik z piaskiem. najlepiej całą przyczepkę ;-)

Zamiast video – Reels

Plan

Taktyka była dość prosta:

  • postoje 20min co 2-3h jazdy;
  • w miarę stabilne tempo jazdy (zakładane 29-31km/h);
  • zameldować się pomiędzy 12 a 14;

W praktyce na plaży we Władysławowie zameldowaliśmy się tuż po 16tej, co i tak uważam za bardzo dobry czas.

Co zabrałem ze sobą?

Tutaj niczym nie zaskoczę, jeśli napiszę, ze była ona bardzo zbliżona do tej listy z kołobrzeskiej wyprawy. Więc tak, zparaszam do czerwcowej relacji.

Przebieg

Z Gniezna wyruszyliśmy kilka minut po 22.00 i zwawym tempem udaliśmy się w stronę Kcynii, gdzie nastąpił pierwszy postój. Szybka konsumcja prowiantu, szybki łyk kawy a w międzyczasie cieplejsze ciuchy, bo dało się odczuć chłodniejszą temperaturę.

Do Koronowa dojeżdzamy szybkim tempem i również robimy szybki postój na uzupełnienie płynów i zapasu. Tutaj postój ma strategiczne znaczenie, poniewaz przed nami będzie długa droga bez stacji czy czynnych w nocy sklepów (osobiście przekonałem się w trakcie helskiej wyprawy w 2019 roku).

Kolejny planowany postój był w Tlenie nad tamtejszym jeziorem (ciągle sobie obiecuję, ze tam zatrzymam sie na dłużej z rodzinką). To, czego sie obawiałem to zbyt ostre tempo ale tutaj Damian z Mariuszem jechali bardzo wyważonym tempem. Wschód słońca zastał nas w okolicy Sierocka a zastałe o poranku mgły dodały uroku tamtejszej okolicy.

Zaskoczony jestem świetnym stanem dróg pomiędzy Koronowem a Czarną Wodą. Poza nielicznymi przypadkami, niemal przez cały ten odcinek nie było żadnych ubytków. A skoro mowa o Czarnej Wodzie, to tam zmierzyłem się z pierwszym kryzysem (brak snu dał o sobie znac) i postanowilismy zrobić szybką regeneracyjną drzemkę.

Ta postawiła nas na nogi w odpowiednim momencie, bo przed nami prawdziwe kaszubskie góry a tym samy przepiękne scenerie, których nie mogłem ujrzeć 2 lata temu z powodu opadów deszczu. No i zaczęło mocniej wiać, co przełożyło na wolniejsze tempo.

Kościerzyna, Stężyca, Szymbark, Ostrzyce, Złota Góra, Kartuzy. A dalej Łebno, Kochanowo, Rybno i wreszcie szybki zjazd do Czymanowa, gdzie zetkneliśmy się z j. Żarnowieckim. Wcześniej mineliśmy imponujące Kaszubskie Oko. Za Żarnowcem władujemy sie na dobrze znany i ciekawy odcinek drogi rowerwej – powstałej w miejsce kolejki wąskotorowej.

Wreszcie przed 16:00 zameldowaliśmy się we Władysławowie. Korzystając z chwili przerwy z Mańkiem wskakujemy do zaskakująco ciepłego Bałtyku.

Pięknie K… Pięknie po raz drugi

30 min później wracamy na kołach do Redy mijając spory wakacyjny korek w stronę Trójmiasta. Stało się to, czego sie obawiałem. PolRegio – mimo pustych wagonów rowerowych – wprowadziło zakaz przewozów rowerów, tłumacząc się komfortem pasażerów. Czyżby?

To nie jedyny fakap ze strony PKP bo jak sie potem okazało, nie mogliśmy liczyć na wcześniejszy powrót do domu. Wysprzedano wszystkie bilety (nawet na miejsca stojące) ale jak ujrzeliśmy hipernowczesnego Stadlera, to zrozumielismy czemu nie chcieli nam sprzedawać biletu. Mieliśmy pecha, bo zmiana ta weszła na początku lipca i nie zdążyła rozpowczechnić się wśród rowerzystów. Tak więc stary IC Bałtyk odchodzi do lamusa.

Gdybyśmy wiedzieli, że takie niespodzianki PKP nam ufunduje, to najpewniej albo zostalibyśmy do wieczora we Władysławowie albo pojechali na Hel.

Podsumowanie

Mimo przykrych niespodzianek ze strony kolejowych przewoźników, wycieczka udała sie w 100%. Żadnych defektów, pogoda perfect a większość kierowców była życzliwie nastawiona do naszej obecnosci. No poza jednym mankamentem, pewna rodzina na gnieźnienskich blachach zachowała się typowo chamsko.

Ps.: Wrócilismy do domu koło 3 nad ranem a na 7. do pracy :D Ahoj Przygodo! A piasek został dowiedziony, więc cel wyprawy zaliczono w 100%

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback
1 miesiąc temu

[…] wyszła całkiem fajna trasa, zbliżona do zeszłorocznej wyprawy do Władysławowa czy na Hel, ale nieco bardziej zawiła i tak samo interesująca – prowadziła […]

1
0
Would love your thoughts, please comment.x
%d bloggers like this: