Strefa rowerowa

Road To Hel – Piekło Północy


Czas na kolejną ultra-wyprawę szosową a jej celem był Hel. Wyszło ponad 437 km, co od dziś jest osobistym rekordem w dystansie i dobowej jeździe.

Road to Hel – prolog.

Coroczny roadtripping nad morze staje się tradycją (z niewielkimi wyjątkami) i nie mogło zabraknąć mnie na trasie Gniezno – Hel. Wyjazd ten został zorganizowany przez pasjonatów (wariatów) z TCT Poznań a trasę zaprojektował mój znajomy (znany z wcześniejszych wypadów) – Mariusz.

Jeszcze tydzień temu w Polsce dominowały wysokie temperatury a w dniu wyjazdu przyszło zmierzyć z … przelotnymi deszczami i temperaturą powietrza poniżej 10*C. Prognozy pogody na początku tygodnia były bardzo niekorzystne (deszcze, wiatr, sztorm nad morzem) ale im bliżej wyjazdu, tym sytuacja była na tyle stabilna, ze podjęliśmy ryzyko.

Videorelacja Road To Hel

Przygotowałem video relację, cześciowo zmontowaną w Quiku. Zawiera ona podsumowanie całej ultra-wyprawy. Zapraszam.

Przygotowania do piekła północy

Mając listę rzeczy, spisanych w ramach wypadu do Karpacza, przygotowanie do wyprawy było znacznie łatwiejsze. Z pomocą przyszła też i Mamba z wywiadami uczestników tegorocznego Wisła 1200 (dzięki!). Nieocenioną pomoc uzyskałem także i od Mojej Asi, ktora zadbała o prowiant na drogę.

Przeglad

Na dwa dni przed wyjazdem dokonałem przeglądu technicznego mojej szosówki. Przy wymianie opony dopatrzyłem się pęknięć w okolicach nypli, co z miejsca dyskwalifikowało tylne koło z dalszej jazdy.

Powtórzył się zeszłoroczny incydent ale na szczęście miałem zapasowy zestaw sprawnych kół. Trzeba było przełożyć kasetę, dętkę i nowiutką opone z felernej obręczy.

Na wszelki wypadek zabrałem moje szosowe błotniki – oj sprawdzily sie na trasie.

Gniezno – Nakło

Ekipa z Poznania wystartowała równo o 17 a ja w ostatniej chwili zdecydowałem się ze będę czekał na nich nie w Pobiedziskach a w Charbowie (za Kłeckiem). Zyskałem czas na dodatkową weryfikację sprzętu.

Chwilę po 19tej kolarski pociąg podjechał na przystanek, skąd ruszyliśmy wspólnie do Janowca Wlkp. Tam ze względu na jedną osobę i awarię koła u innego zrobiliśmy pierwszy dłuższy postój. I dobrze, bo parę minut później przeszedł deszczowy front, zmuszając do założenia wodoszczelnych ochraniaczy na obuwie.

Nie mogło zabraknąc pięknych letnich krajobrazów, złocistych pól zbożowych. Niestety na widnokręgu zaczęły pojawiać się kolejne ciężkie chmury i trzeba było podkręcić tempo. To nie było żadnym problemem dla dobrze zgranej ekipy.

Słońce zachodziło, a na trasie mijaliśmy po kolei Damasławek, Kcynię i Nakło nad Notecią. W tej ostatniej miejscowości zatrzymaliśmy się na kolację, przygotowując się na kolejne długie kilometry.

Biała Noc

Nastała niby ciemna noc ale towarzyszyły nam gwiazdy, na północy były widoczne srebrzyste obłoki (jeśli się nie mylę). W ogóle, było bardzo jasno (czyżby to tzw. Białe Noce nad Bałtykiem ?). Jechało się świetnie, ruch na drogach był praktycznie zerowy.

Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Kolejny postój w Koronowie i był to bardzo ważny punkt na trasie. Następna czynna stacja miała być za jakieś 80 km. Uzupełnienie zapasu wody, energii, weryfikacja stanu sprzetu i live streamingu w moim smartfonie z poziomu Locus Map.

Pierwsze hopki

Zaczęły się pierwsze hopki, jazda stała się bardziej dynamiczna i co niektórzy mogli się rozerwać na zjazdach i pomęczyć na pozjazdach. Temperatura powoli spadała aż do 4*C (wg. wskazań Garmina), zaś średnia w nocy i nad ranem oscylowałą w okolicach 5-6*C. Niezłe temperatury jak na letni lipiec.

W Tlenie (dokłądnie to nad rzeką Wdą) zrobiliśmy postój na posilenie i ruszyliśmy dalej, do najbliżej czynnej stacji benzynowej, zlokalizowanej w Czarnej Wodzie.

Dzień powoli budzi się do życia a ja miałem wtedy pierwszy poważny kryzys – chciało mi się strasznie spać i nie wiedzialem co z tym fantem zrobić. Odezwalem się do kogoś i na szczęśćie problem sie rozwiązał sam.

Lepiej omijać tą stację

W Czarnej Wodzie byliśmy tuż po wschodzie słońca i znaleźliśmy sie na tej długo oczekiwanej stacji. Jakże wielki zawód nas spotkał, gdy okazało się ze 24h czynna stacja była ograniczona do obsługi przez okienko i nie można było kupić ani ciepłych napoi ani posiłku.

Obok stacji był ogród dla gości, z którego skorzystaliśmy na uzupełnienie zapasu, wcinanie żelu, energetyku. Do kolejnej stacji pozostało jeszcze ładnie pare kilometrów, zatem trzeba było szybko sie zebrać i ruszyć.

Niestety tutaj żegnamy się z pierwszym uczestnikiem dzisiejszej ultra-wyrypy, który udał się w stronę Starogardu Gdańskiego.

Kościerzyna – Hel

Słoneczko uciekło już zza chmury, a okolicę przykrywała mgła. Na szczęście nie ograniczyła widoczności ale sprawiła ze byliśmy przesiąknięci wilgocią.

Ucieczki

Maniek z kolegą wyrwał sięwcześniej w kierunku Kościerzyny zaś ja – by się rozgrzać – rozpocząłem ucieczkę, tworząc kolejną grupę. Na końcu była 3 grupa, która dołączyła do mnie na pobliskim przejeździe kolejowym w Kaliskiej.

Ach te Kaszuby

Kaszuby pięknie się prezentowały w tych stronach, chociaż zastanawiałem się, gdzie są te dwujęzyczne nazwy miejscowości, które miałem okazję poznać w trakcie wycieczki po Wybrzeżu Bałtyku i jednodniówki do Gdanska.

Podjazdy i zjazdy, małe urokliwe wsie i miasteczka a przede wszystkim przepiękne scenerie, których zdjęcia nie oddadzą. Po prostu trzeba tam sie przejechać. Koniecznie rowerem.

Ważna decyzja w Kościerzynie

W końcu dojechaliśmy na długo oczekiwaną stację Orlenu, gdzie zrobiliśmy długą regeneracyjna przerwę. Mogłem wszamać makaron, popijając gorącą czekoladą, zaś reszta ekipy głowiła się nad dalszym przebiegem dzisiejszego wypadu.

Drugi uczestnik postanowił zrezygnować z dalszej jazdy ze wzgledu na kolana. A ze względu na prognozę pogody i zbliżające sie opady deszczu, podjęto decyzję o skroceniu trasy i przejazd na Hel najkrótszym wariantem przez Wejherowo.

Postanowiłem kontynuować dalszą jazdę wg. pierwotnego planu Mańka, pomimo nieuniknionych opadów deszczu. Nie po to tyle kilometrów jechało się, by zrezygnować z powodu deszczu. Byłem ciekaw, co jeszcze fajnego mają do zaoferowania nadmorskie Kaszuby.

I nie zawiodlem się. Pięknie letnie krajobrazy, złociste zboża a w tle zielone lasy na wzniesieniach. Było kilka podjazdów a zaraz za tym ostre zjazdy – oj klasyka kolarstwa turystycznego.

Front opadów deszczu

Będąc jeszcze w Kościerzynie popatrzyłem na radar opadów deszczu. I wiedziałem z czym będziemy sie zmagać. To były rozlegle fronty deszczowe z niewielkimi przerwami, jakie przechodziły przez polski Bałtyk. Dlatego niesepcjalnie zdziwił mnie widok ciemnych chmur nad jeziorem w Ostrzycach.

Parę minut później trzeba było zabezpieczyć wszelką dostępną elektronikę, ściągnąć aparaty słuchowe i jechać w kurtce przeciwdeszczowej. Szczerze powiedziawszy, bawiła mnie jazda w deszczu (niczym się nie przejmowałem) ale już mniej śmieszno było na zjazdach wzniesień w okolicach Grzybna, Hopek, POmeczyno, Rochochy. Zapomniałem, ze w takich warunkach hamulce nie działają.

Biedronkowe pogaduchy

Stanęlismy pod Biedronką w Luzinie, gdzie straciliśy mnóstwo czasu na stanie w kolejkach (wszak Sobota). Zastanawialiśy się nad dalszym przebiegiem trasy, ustalając kolejne możliwe przystanki.

Kompromis

Przed nami czekał najbardziej stromy podjazd dzisiejszej ultra wyrypy – 10% w Rybnie w kierunku Strzebielinska. Ze względu na kiepską pogodę zrezygnowaliśmy z wizyty na wieży widokowej „Kaszubskie Oko”. Trzeba to zaliczyć przy kolejnej wizycie na Kaszubach

Lecieliśmy dalej wzdłuż jeziora Żarnowieckiego aż do Wierzuchcina, które znałem z wycieczki po Wybrzeżu. W Żarnowcu zrobiliśmy mały postój na pitu pitu i uznaliśmy, ze jedziemy prosto do Władysławowa bez przystanku (o ile nie beda konieczne).

Szlakiem zwiniętych torów

I tak myknęliśmy przez Krokową i wkroczyliśmy na szlak zwiniętych torów Krokowa – Swarzewo o długości 17 km. Ta inwestycja była strzałem w dziesiątkę, bo prowadziła przez malownicze zielone tereny, w oddali widać było farmy elektrowni wiatrowych, a każda krzyżówka z publicznymi drogami była dobrze oznaczona i zabezpieczona (aż za bardzo).

W każdym razie to był prawdziwy rarytas, uczta dla mojej rowerowej duszy. Niestety zabrakło pomysłu na kontynuację w stronę pobliskiego Władysławowa.

Władysławo – Hel

Dalsza jazda była niezbyt przyjemna ze względu na ogromny ruch na dojazdowej drodze do Władysłąwowa i brak infrastruktury roweowej. Od biedy mógł być ciąg rowerowo-pieszy ale nawet i tego nie było.

Dalej też nie był zbyt fajnie, trzeba było uważać na nierówne kostki na sławnych drogach rowerowych, na pieszych i kierowców wjeżdżających na kempingi. Przykro patrzeć na to, jak zaniedbana jest droga rowerowa i że nikt nie postarał się o odnowienie całej infrastruktury. Jedynym pozytywnym aspektem był widok na Zatokę Pucką.

Ostatnie 15 kilometrów pokonaliśmy w ulewie, wręcz nastąpiło oberwanie chmury, które towarzyszyło Nam aż do samego centrum miasta Hel.

Kilka minut później po zakończonej jeździe przestało padać.

Zasłużyłem na całą pizzę, którą zjadłem raptem na 1.5 godziny przed odjazdem pociągu w stronę Gdynii.

Podsumowanie Road To Hel

Zakończyłem jazdę na rekordowych 437 kilometrach, będąc szczęśliwie przemoczonym człowiekiem w helskim porcie.

Jak już wspomniałem, cala ta jazda w deszczu mnie bawiła i nie przejmowałem się przemoczymi butami (ochraniacze przestały działać po 8h jazdy w deszczu), ciuchami pod kurtką czy buffem.

Najważniejsze, że dojechałem do celu bez większych problemów technicznych i zdrowotnych. I to w mniej sprzyjających okolicznościach.

Powrót do domu

Pierwotnie mieliśmy skorzystać z tramwaju wodnego, kursującego między Helem a Gdynią ale z wiadomych przyczyn musieliśmy skorzystać z rodzimego kolegowego przewodnika.

Wbrew wszelkim obawom, PKP stanęło na wysokości zadania, dostawiając wypożyczony od Czechów wagon z hakami na 8-10 rowerów. I praktycznie cały przedział był nasz ;-).

Lista

Ze względu na niepewną pogodę i znacznie dłuższy dystan, lista była nieco dłuższa. Trzeba było zadbać o dodatkowe ciepłe komplety, zabrać dodatkowe powerbanki czy błotniki szosowe, które zrobiły swoją robote.

Na upartego nie musiałem mieć tyle power banków ale z racji ze robiłem live streaming to musiałem zapewnić sobie komfort w postaci zapasowej energi, schowanej w torbie pod ramiennej.

Zakupy

Od ostatniego wypadu upłynęło sporo czasu, zdązyłem przemyśłeć kilka kwestii.

Torba pod ramię

Torba pod ramienna z Decathlonu okazała się być prawie idealną alternatywą dla mocowania powerbanka w szosówce. Na spokojnie weszły 4-5 powerbanków w jednej dużej kieszeni a w małej znajdowaly się żele i podręczna latarka. Jedyną ale dużą wadą jest brak wodoszczelności.

Lusterko

Kilka tygodni temu kupiłem sobie lusterko do szosówki – Zefal SPY. Niepozorne nietłuczące sie lusterko nie wbudzało początowo zaufania ale po kilku jazdach przyzwyczaiłem się do jej obecności. Dzięki temu nie muszę sie odwracać za siebie i mogę obserwować wyprzedzające mnie auto.

Wodoszczelne i wiatroszczelne ochraniacznie na obuwie szosowe

Patrząc na prognozy pogody i duże prawdopodobieństwo opadów deszczu na planowanej trasie, zacząłem rozglądać sie za ochraniaczami. Tutaj z pomocą przyszedł Maniek, który zaproponował Rogelli Flandrex (wersja fluo).

Wziałem wersję XL ze wzgledu na rozmiar buta 44-45 (pisałem o tym w recenzji) i przylegają idealnie. Przez większość czasu ochraniacze chroniły nogi przed różnicą temperatur jak i przed deszczem.

Ostatecznie przegrały w 8.godzinnym jezdzie w deszczu co jest i tak znakomitym wynikiem.

Ślad do pobrania

Ślad możecie znaleźć na Stravie i możecie przerobić go jako trasę do wgrania.

I tradycyjnie możecie pobrać plik GPX.

Już teraż myślę o powtórzeniu Road To Hel w przyszłym roku. Zobaczymy, co przyniesie los w nastęnych miesiacahc.

Strefa rowerowa
Wróciłem (na chwilę) do Locus Map
Strefa rowerowa
Rowerowe podsumowanie stycznia
Strefa rowerowa
Kask rowerowy

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
bobikoSeba Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Seba
Gość
Seba

To teraz road to Kalingrad – bo Rosja w końcu wprowadziła w tej części wizy turystyczne :D

%d bloggers like this: